<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress/2.0.4" -->
<rss version="2.0" 
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
<channel>
	<title>Comments on: Kontrakty o ustalonej cenie i zakresie - mitologia stosowana.</title>
	<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/</link>
	<description>Metody agile w realiach polskiego IT</description>
	<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 14:19:31 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.0.4</generator>

	<item>
		<title>by: Battle for Agility &#187; Cena swobodnych zmian</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-343</link>
		<pubDate>Fri, 23 Nov 2007 23:11:58 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-343</guid>
					<description>[...] Jeden z pierwszych artykułów, jakie zamieściłem na tym blogu był moim atakiem na kontrakty o ustalonej cenie. Byłem przekonany, że ciężko tego typu kontrakty pogodzić z ideą agile, z gotowością do zmian oraz dobrą współpracą z klientem. Dzisiaj muszę nieco zrewidować ten pogląd. Największym problemem takich kontraktów wcale nie jest ustalona cena, czy termin, tylko ustalony zakres projektu. Barierą dla agile jest zamrożenie tych trzech elementów na raz w danym kontrakcie. Jeśli natomiast klient uwolni zakres, dopuści możliwość zmian funkcjonalności opisanych w umowie lub wymiany ich na inne, to stwarza to doskonałe warunki do tego, żeby jednak agile zastosować. [...]</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>[&#8230;] Jeden z pierwszych artykułów, jakie zamieściłem na tym blogu był moim atakiem na kontrakty o ustalonej cenie. Byłem przekonany, że ciężko tego typu kontrakty pogodzić z ideą agile, z gotowością do zmian oraz dobrą współpracą z klientem. Dzisiaj muszę nieco zrewidować ten pogląd. Największym problemem takich kontraktów wcale nie jest ustalona cena, czy termin, tylko ustalony zakres projektu. Barierą dla agile jest zamrożenie tych trzech elementów na raz w danym kontrakcie. Jeśli natomiast klient uwolni zakres, dopuści możliwość zmian funkcjonalności opisanych w umowie lub wymiany ich na inne, to stwarza to doskonałe warunki do tego, żeby jednak agile zastosować. [&#8230;]
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Marek Kwiecień</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-16</link>
		<pubDate>Fri, 17 Nov 2006 12:15:48 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-16</guid>
					<description>Dokładnie :).</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dokładnie :).
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Jacek Rybicki</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-12</link>
		<pubDate>Thu, 19 Oct 2006 17:58:19 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-12</guid>
					<description>Co zaś do ISO, to z moich obserwacji wynika że o ile ma się grupę ludzi zdecydowanych żeby certyfikat osiągnąć, to się go dostanie. Są to nakłady, zdecydowanie się na spowolnienie procesów, za to mając nadzieje że staną się "powtarzalne". Jeżeli uda się osiągnąć powtarzalny proces na bazie metodologii lekkiej, czyli zagwarantowanie że przy zapewnieniu odpowiednich zasobów otrzymamy porządany wynik, to myślę że pozostaje tylko bariera ewentualnej nieznajomości pojęć u audytorów.

ISO, PRINCE2 są na poziomie który pozostawia bardzo dużą swobodę jeżeli chodzi o samo tworzenie oprogramowania. Ĺšle zrozumiane i używane mogą jedynie zaszkodzić, jak wszystko zresztą.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co zaś do ISO, to z moich obserwacji wynika że o ile ma się grupę ludzi zdecydowanych żeby certyfikat osiągnąć, to się go dostanie. Są to nakłady, zdecydowanie się na spowolnienie procesów, za to mając nadzieje że staną się &#8220;powtarzalne&#8221;. Jeżeli uda się osiągnąć powtarzalny proces na bazie metodologii lekkiej, czyli zagwarantowanie że przy zapewnieniu odpowiednich zasobów otrzymamy porządany wynik, to myślę że pozostaje tylko bariera ewentualnej nieznajomości pojęć u audytorów.</p>
<p>ISO, PRINCE2 są na poziomie który pozostawia bardzo dużą swobodę jeżeli chodzi o samo tworzenie oprogramowania. Ĺšle zrozumiane i używane mogą jedynie zaszkodzić, jak wszystko zresztą.
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Jacek Rybicki</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-11</link>
		<pubDate>Thu, 19 Oct 2006 17:41:53 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-11</guid>
					<description>Stwierdzenie że niedoskonałych dokumentów nie należy pisać, to też strzelanie sobie w stopę, bo jak zdobyć umiejętność ich wykonywania?
Nie zgadzam się też że dokumenty pisze tylko architekt. Ilość tekstu/diagramów potrzebna do udokumentowania pracy kilkunastoosobowego zespołu to za dużo żeby jeden człowiek wykonał to w sensownym czasie.

Przede wszystkim należy poruszyć sprawę co osiągać mamy przez dokumenty. Uważam że kod nie jest naturalnym sposobem przekazywania informacji. Kod powinien być zwięzły, minimalistyczny wręcz. A kod bez komentarzy nadaje się do wyrzucenia.
Zmierzam do tego że jeżeli designer nie potrafi napisać dokumentu opisującego to jak zabierze się do rozwiązania problemu, to prawdopodobnie problemu nie rozumie, nie jest w stanie oszacować czasu jaki jest potrzebny na realizację itd. I, moim zdaniem, podstawowe zagadnienia można wyrazić zdecydowanie  szybciej w języku naturalnym.

A co do metodologii to natknąłem się ostatnio na Meeting Driven Development ;)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Stwierdzenie że niedoskonałych dokumentów nie należy pisać, to też strzelanie sobie w stopę, bo jak zdobyć umiejętność ich wykonywania?<br />
Nie zgadzam się też że dokumenty pisze tylko architekt. Ilość tekstu/diagramów potrzebna do udokumentowania pracy kilkunastoosobowego zespołu to za dużo żeby jeden człowiek wykonał to w sensownym czasie.</p>
<p>Przede wszystkim należy poruszyć sprawę co osiągać mamy przez dokumenty. Uważam że kod nie jest naturalnym sposobem przekazywania informacji. Kod powinien być zwięzły, minimalistyczny wręcz. A kod bez komentarzy nadaje się do wyrzucenia.<br />
Zmierzam do tego że jeżeli designer nie potrafi napisać dokumentu opisującego to jak zabierze się do rozwiązania problemu, to prawdopodobnie problemu nie rozumie, nie jest w stanie oszacować czasu jaki jest potrzebny na realizację itd. I, moim zdaniem, podstawowe zagadnienia można wyrazić zdecydowanie  szybciej w języku naturalnym.</p>
<p>A co do metodologii to natknąłem się ostatnio na Meeting Driven Development ;)
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Marcin Niebudek</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-7</link>
		<pubDate>Tue, 10 Oct 2006 18:53:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-7</guid>
					<description>Analiza jak najbardziej, ale po pierwsze w Agile chodzi o zachowanie umiaru pomiędzy planowaniem tego co się zrobi a samym robieniem. Po drugie wcale nie wykluczam budowania modelu i nie przeszkadza to we wprowadzaniu metod adaptacyjnych. Większość z nas zna z pewnością anegdotę z budową huśtawki :-)

Co do jednego się nie zgodzę... dokumentów nie trzeba pisać, a przynajmniej nie takich, z którymi się do tej pory spotkałem, bo jak dla mnie były stratą czasu i ich jedyną funkcją było zasłonięcie stosem kartek braku dobrego podejścia do wytwarzania oprogramowania. Być może taki dokument należy nawet do artefaktów zalecanych przez RUP, PRINCE2 czy normy ISO, tylko co z tego, jeśli te metodyki pozostają jedynie hasłami na papierze. Osobiście nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że dobrze wdrożony RUP jest gorszy od XP. Problem polega na tym, że w Polsce częściej jednak wybiera się nie wdrażanie niczego i udawanie profesjonalnego podejścia, a to już należy rozpatrywać w kategoriach patologii.

Twój komentarz natchnął mnie jedną myślą. Wspomniałeś o RUP jako o dorosłym procesie i posiadaniu np. certyfikatu jakości ISO. Faktycznie mam wrażenie, że tego typu metodyki są kojarzone z pewną dojrzałością, a Agile kojarzy się raczej z chaosem. Ciekawe jak wyglądałoby w Polsce zdobycie certyfikatu ISO:9001 na bazie procesu z rodziny agile. Wydaje się to dość ciekawe zagadnienie, na które na pewno zwrócę uwagę.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Analiza jak najbardziej, ale po pierwsze w Agile chodzi o zachowanie umiaru pomiędzy planowaniem tego co się zrobi a samym robieniem. Po drugie wcale nie wykluczam budowania modelu i nie przeszkadza to we wprowadzaniu metod adaptacyjnych. Większość z nas zna z pewnością anegdotę z budową huśtawki :-)</p>
<p>Co do jednego się nie zgodzę&#8230; dokumentów nie trzeba pisać, a przynajmniej nie takich, z którymi się do tej pory spotkałem, bo jak dla mnie były stratą czasu i ich jedyną funkcją było zasłonięcie stosem kartek braku dobrego podejścia do wytwarzania oprogramowania. Być może taki dokument należy nawet do artefaktów zalecanych przez RUP, PRINCE2 czy normy ISO, tylko co z tego, jeśli te metodyki pozostają jedynie hasłami na papierze. Osobiście nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że dobrze wdrożony RUP jest gorszy od XP. Problem polega na tym, że w Polsce częściej jednak wybiera się nie wdrażanie niczego i udawanie profesjonalnego podejścia, a to już należy rozpatrywać w kategoriach patologii.</p>
<p>Twój komentarz natchnął mnie jedną myślą. Wspomniałeś o RUP jako o dorosłym procesie i posiadaniu np. certyfikatu jakości ISO. Faktycznie mam wrażenie, że tego typu metodyki są kojarzone z pewną dojrzałością, a Agile kojarzy się raczej z chaosem. Ciekawe jak wyglądałoby w Polsce zdobycie certyfikatu ISO:9001 na bazie procesu z rodziny agile. Wydaje się to dość ciekawe zagadnienie, na które na pewno zwrócę uwagę.
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Marek Kwiecień</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-6</link>
		<pubDate>Tue, 10 Oct 2006 07:29:51 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-6</guid>
					<description>Gdzie trzech Polaków, tam trzy różne opinie :). Dorzucę więc swoją. Celem powstawania (i używania) metodologii jest zapanowanie nad chaosem rządzącym (ciągle jeszcze obecnie) inżynierią oprogramowania. Do tej pory w projektach w jakich uczestniczyłem nauczyłem się kilku rzeczy, ale zawsze jednak najważniejszy był i jest model (potem harmonogram) i ZAWSZE czas spędzony na analizie w późniejszym terminie zwraca się. Ale co to ma do metodologii? Ano jest i taka bardzo znana metodologia (MDD, Model Driven Development - mam nadzieję, że to rzeczywiście metodologia...), w której kluczową rolę pełni Model i jest on punktem wyjściowym do każdej następnej iteracji. Czyli zgadzam się, że dokumenty trzeba pisać i trzeba poświęcić jedną osobę w zespole na zaspokojenie tej potrzeby, taka osoba to Architekt Systemu i jego Rolą jest wiedzieć, że klient chce zmian, które wpływają/wpłyną na Model. A na zmiany i tak trzeba reagować i niestety, też obliczać, analizować, kalkulować ile to będzie nas kosztować, a ile klienta, wystawić fakturę, dopisać załącznik. XP - tak, ale do projektów wewnętrznych :(. Dla klienta jak najbardziej RUP (choćby najbardziej uproszczony), a to tylko z pobudek marketingowych (nasz proces jest dorosły, mamy ISO, CMMI, PMMA, etc.). Ale fajnie, że taka strona jest. Może klient zostanie uświadomoiny, a może nie, kto to wie :).
Tak czy inaczej. Będę stałym bywalcem bloga, bo ostatnio w pracy znowu mam XP, edycja polska.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Gdzie trzech Polaków, tam trzy różne opinie :). Dorzucę więc swoją. Celem powstawania (i używania) metodologii jest zapanowanie nad chaosem rządzącym (ciągle jeszcze obecnie) inżynierią oprogramowania. Do tej pory w projektach w jakich uczestniczyłem nauczyłem się kilku rzeczy, ale zawsze jednak najważniejszy był i jest model (potem harmonogram) i ZAWSZE czas spędzony na analizie w późniejszym terminie zwraca się. Ale co to ma do metodologii? Ano jest i taka bardzo znana metodologia (MDD, Model Driven Development - mam nadzieję, że to rzeczywiście metodologia&#8230;), w której kluczową rolę pełni Model i jest on punktem wyjściowym do każdej następnej iteracji. Czyli zgadzam się, że dokumenty trzeba pisać i trzeba poświęcić jedną osobę w zespole na zaspokojenie tej potrzeby, taka osoba to Architekt Systemu i jego Rolą jest wiedzieć, że klient chce zmian, które wpływają/wpłyną na Model. A na zmiany i tak trzeba reagować i niestety, też obliczać, analizować, kalkulować ile to będzie nas kosztować, a ile klienta, wystawić fakturę, dopisać załącznik. XP - tak, ale do projektów wewnętrznych :(. Dla klienta jak najbardziej RUP (choćby najbardziej uproszczony), a to tylko z pobudek marketingowych (nasz proces jest dorosły, mamy ISO, CMMI, PMMA, etc.). Ale fajnie, że taka strona jest. Może klient zostanie uświadomoiny, a może nie, kto to wie :).<br />
Tak czy inaczej. Będę stałym bywalcem bloga, bo ostatnio w pracy znowu mam XP, edycja polska.
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Jacek Rybicki</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-5</link>
		<pubDate>Fri, 06 Oct 2006 11:28:17 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-5</guid>
					<description>Specyfikację na ogólnym, biznesowym poziomie czasem dostarcza sam klient. Potem produkuje się zwykle listę wymagań, która jest lepszym lub gorszym początkiem do dyskusji o projekcie, ale nie nadaje się do opierania na niej zobowiązań. O wiele lepsze (a właściwiie nie przychodzi mi do głowy nic lepszego) jest oparcie umowy na opisie testów akceptacyjnych które produkt musi przejść.

Jest jeszcze sprawa dokumentacji projektowej, czyli pomniejszych specyfikacji, których to klient może sobie zażyczyć "bo tak", albo gdy część systemu ma być reużytkowalna, wystawiać interfejsy dla systemów dostarczanych przez innych dostawców.
Tak więc pisać i jeszcze raz pisać dokumenty trzeba. Bo to że klient życzy sobie nagle pełną transparentność co do dokumentacji nie powinno oznaczać że wywracamy cały proces do góry nogami. Sądzę że oparcie się na modelowaniu i odwlekanie rozpoczęcia kodowania jak najadalej ma duże zalety.
A konkret: w 6-miesięcznym projekcie kod (poza prototypikami) pojawił się po dwóch miesiącach i wcale uważam żebyśmy byli z tego powodu gorzej ustawieni, wręcz przeciwnie. Wcześniej rozmowy z klientem były oparte na sprawdzaniu scenariuszy, omawianiu interfejsów do zewnętrznych systemów.

Zaczynam głośno myśleć i przynudzać :) Wszystko oczywiście zależy od okoliczności. Akurat teraz moim zmartwieniem jest też jak polepszyć jakość produkowanej dokumentacji, bo jest niezbędnym składnikiem systemu.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Specyfikację na ogólnym, biznesowym poziomie czasem dostarcza sam klient. Potem produkuje się zwykle listę wymagań, która jest lepszym lub gorszym początkiem do dyskusji o projekcie, ale nie nadaje się do opierania na niej zobowiązań. O wiele lepsze (a właściwiie nie przychodzi mi do głowy nic lepszego) jest oparcie umowy na opisie testów akceptacyjnych które produkt musi przejść.</p>
<p>Jest jeszcze sprawa dokumentacji projektowej, czyli pomniejszych specyfikacji, których to klient może sobie zażyczyć &#8220;bo tak&#8221;, albo gdy część systemu ma być reużytkowalna, wystawiać interfejsy dla systemów dostarczanych przez innych dostawców.<br />
Tak więc pisać i jeszcze raz pisać dokumenty trzeba. Bo to że klient życzy sobie nagle pełną transparentność co do dokumentacji nie powinno oznaczać że wywracamy cały proces do góry nogami. Sądzę że oparcie się na modelowaniu i odwlekanie rozpoczęcia kodowania jak najadalej ma duże zalety.<br />
A konkret: w 6-miesięcznym projekcie kod (poza prototypikami) pojawił się po dwóch miesiącach i wcale uważam żebyśmy byli z tego powodu gorzej ustawieni, wręcz przeciwnie. Wcześniej rozmowy z klientem były oparte na sprawdzaniu scenariuszy, omawianiu interfejsów do zewnętrznych systemów.</p>
<p>Zaczynam głośno myśleć i przynudzać :) Wszystko oczywiście zależy od okoliczności. Akurat teraz moim zmartwieniem jest też jak polepszyć jakość produkowanej dokumentacji, bo jest niezbędnym składnikiem systemu.
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Marcin Niebudek</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-4</link>
		<pubDate>Thu, 05 Oct 2006 19:22:21 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-4</guid>
					<description>Nie mam szczerze mówiąc zdania co do długości iteracji zerowej. W obecnym projekcie, który zaplanowany jest na 3 miesiące miałem coś w rodzaju iteracji zerowej trwającej 2 tygodnie, po których nie miałem jeszcze wersji, którą nazwałbym w jakikolwiek sposób wdrażalną. Ale za to był już zbudowany model dziedzionowy (podstawowe obiekty), jakieś szkielety najważniejszych interfejsów w warstwie serwisowej. Jestem zdania, że iteracja zerowa powinna być płynna i zależeć od trudności z jaką spotka się zespół. Chciałem tylko zasygnalizować, że faktycznie hasło "każda iteracja da Ci kawałem funkcjonalnego systemu" nie do końca jest prawdziwe i jest to w pełni uzasadnione.

Co do kwestii specyfikacji, to piętnuję tutaj coś co częściej nasi klienci nazywają specyfikacją, a co staje się załącznikiem do umowy. Ten dokument ma dla bardzo małą wartość bo zwykle ani nie zapewnia dostatecznie dużej dozy technicznej ścisłości, ani niej jest dostatecznie zrozumiały na klienta mimo, że paradoksalnie przy podpisywaniu umowy i firma IT i klient twierdzą zupełnie coś innego i zgodnie podpisują ten dokument jako "wspólny pogląd na system" :-) Co do specyfikacji w sensie projektowej jak najbardziej, chociaż uważam, że nie należy z tym zbyt mocno przesadzać. Sam jak już zacznę to czasem ciężko mi się powstrzymać a potem część jest do kosza.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Nie mam szczerze mówiąc zdania co do długości iteracji zerowej. W obecnym projekcie, który zaplanowany jest na 3 miesiące miałem coś w rodzaju iteracji zerowej trwającej 2 tygodnie, po których nie miałem jeszcze wersji, którą nazwałbym w jakikolwiek sposób wdrażalną. Ale za to był już zbudowany model dziedzionowy (podstawowe obiekty), jakieś szkielety najważniejszych interfejsów w warstwie serwisowej. Jestem zdania, że iteracja zerowa powinna być płynna i zależeć od trudności z jaką spotka się zespół. Chciałem tylko zasygnalizować, że faktycznie hasło &#8220;każda iteracja da Ci kawałem funkcjonalnego systemu&#8221; nie do końca jest prawdziwe i jest to w pełni uzasadnione.</p>
<p>Co do kwestii specyfikacji, to piętnuję tutaj coś co częściej nasi klienci nazywają specyfikacją, a co staje się załącznikiem do umowy. Ten dokument ma dla bardzo małą wartość bo zwykle ani nie zapewnia dostatecznie dużej dozy technicznej ścisłości, ani niej jest dostatecznie zrozumiały na klienta mimo, że paradoksalnie przy podpisywaniu umowy i firma IT i klient twierdzą zupełnie coś innego i zgodnie podpisują ten dokument jako &#8220;wspólny pogląd na system&#8221; :-) Co do specyfikacji w sensie projektowej jak najbardziej, chociaż uważam, że nie należy z tym zbyt mocno przesadzać. Sam jak już zacznę to czasem ciężko mi się powstrzymać a potem część jest do kosza.
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: Jacek Rybicki</title>
		<link>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-3</link>
		<pubDate>Thu, 05 Oct 2006 18:46:40 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.agilers.com/teamblog/kontrakty-o-ustalonej-cenie-i-zakresie-mitologia-stosowana/#comment-3</guid>
					<description>Bardzo pouczający artykuł, do którego na pewno jeszcze wrócę.

Nie mogę się zgodzić z jednym.
Odnieść można wrażenie że sugerujesz pominięcie budowania (szczegółowej) specyfikacji i rozpoczęcie kodowania po (mniej niż) tygodniu od pierwszego spotkania z klientem. Jak dla mnie "iteracja zerowa" trwająca miesiąc to wcale nie jest dużo przy średnim projekcie (6 miesięcy, kilkunastu developerów).
Zwłaszcza że początkowo angażuje się tylko 2-4 osoby do rozkręcenia przedsięwzięcia.
Budowanie specyfikacji wcale nie musi polegać na zgadywaniu. Może opierać się na budowaniu scenariuszy działania systemu, przechodzeniu ich razem z klientem (artykuł zakłada że udaje się go przekonać do uczestnictwa), pokazywania prototypów interfejsu użytkownika - zdolny programista potrafi budować takie rzeczy w prawie równolegle do tego jak mu się je opisuje, można nawet zacząć od tablicy i mazaka.
Zresztą, po co mam się rozpisywać i zabierać czytelników np. "The Object Primer".
Nawet jeżeli klient nie uczestniczy na bieżąco, to zbudowane w początkowej fazie modele pomagają wykryć mnóstwo nieścisłości, zadać odpowiednie pytania i potem usprawniają produkcję.

pozdrawiam,
Jacek</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Bardzo pouczający artykuł, do którego na pewno jeszcze wrócę.</p>
<p>Nie mogę się zgodzić z jednym.<br />
Odnieść można wrażenie że sugerujesz pominięcie budowania (szczegółowej) specyfikacji i rozpoczęcie kodowania po (mniej niż) tygodniu od pierwszego spotkania z klientem. Jak dla mnie &#8220;iteracja zerowa&#8221; trwająca miesiąc to wcale nie jest dużo przy średnim projekcie (6 miesięcy, kilkunastu developerów).<br />
Zwłaszcza że początkowo angażuje się tylko 2-4 osoby do rozkręcenia przedsięwzięcia.<br />
Budowanie specyfikacji wcale nie musi polegać na zgadywaniu. Może opierać się na budowaniu scenariuszy działania systemu, przechodzeniu ich razem z klientem (artykuł zakłada że udaje się go przekonać do uczestnictwa), pokazywania prototypów interfejsu użytkownika - zdolny programista potrafi budować takie rzeczy w prawie równolegle do tego jak mu się je opisuje, można nawet zacząć od tablicy i mazaka.<br />
Zresztą, po co mam się rozpisywać i zabierać czytelników np. &#8220;The Object Primer&#8221;.<br />
Nawet jeżeli klient nie uczestniczy na bieżąco, to zbudowane w początkowej fazie modele pomagają wykryć mnóstwo nieścisłości, zadać odpowiednie pytania i potem usprawniają produkcję.</p>
<p>pozdrawiam,<br />
Jacek
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
</channel>
</rss>
